niedziela, 14 kwietnia
Strona głównaAktualności„Kazik” - równia pochyła

„Kazik” – równia pochyła

Ranga Liceum Ogólnokształcącego im. Kazimierza Wielkiego od kilku lat się obniża. Szkoła nie mieści się już rankingu „Perspektyw”, obejmującym tysiąc najlepszych placówek (w 2022 roku zajęła 805. miejsce, w roku 2020 – 713., w 2015 było to miejsce 409., a w 2013 – 500.). Absolwenci szkół podstawowych coraz częściej wybierają placówki w innych miastach, poziom egzaminów maturalnych z języka polskiego ledwo przekracza 50 procent. Organ prowadzący szkołę, czyli Starostwo i dyrekcja, co najmniej od czterech lat wiedzą o – sygnalizowanych przez uczniów i nauczycieli – problemach, lecz niewiele w tej sprawie zrobili.

Ponad cztery lata temu (w czerwcu 2019 roku) napisałem artykuł „Quo vadis Kaziku?”, w którym poruszyłem – sygnalizowane przez uczniów – trapiące ich problemy. Dla przypomnienia; młodzi ludzie skarżyli się na zbyt lekceważące podejście do pracy niektórych nauczycieli, brak pomocy z ich strony w przygotowaniach do konkursów i egzaminu dojrzałości, a także zupełny brak dialogu z dyrektorem. Organ prowadzący szkołę, czyli Starostwo Powiatowe w Wałczu, ustami wicestarosty Jolanty Wegner, zapewniał że pochyli się nad problemem, wsłucha w głosy przedstawicieli Samorządu Uczniowskiego, nauczycieli i dyrekcji. Komisja Edukacji i Spraw Społecznych Rady Powiatu również zadeklarowała podjęcie tego tematu. Starosta cztery lata temu spotkał się z uczniami, którzy pytani o trapiące ich problemy, cyt.:

„udzielili różnych odpowiedzi”.

B. Wankiewicz uczestniczył również w posiedzeniu Rady Pedagogicznej, komentując to krótko:

„Stwierdziłem, że nie wszyscy są zgodni. Będzie audyt i być może do szkoły wejdzie mediator”

Starosta odbył również – jak to określił – bardzo poważną rozmowę z dyrektorem. Dyplomatycznie stwierdził:

„Trzeba pewne metody pracy zmienić i inaczej podejść do ucznia (…) oraz „Wzajemne relacje pomiędzy uczniem, rodzicem, nauczycielem i dyrektorem należy właściwie poukładać”.

Czy wszystko zostało „poukładane”?

Do naszej redakcji dotarł kilka tygodni temu niepokojący list. Mimo że był to anonim, postanowiłem zgłębić temat, ponieważ uznałem że jest zbyt ważny, żeby go pominąć. Rozmawiałem z nauczycielami, maturzystami, uczniami klas pierwszych oraz z absolwentami szkół podstawowych, którzy zastanawiają się nad wyborem dalszej drogi kształcenia. Treść listu jest następująca:

Ze szkoły I LO w Wałczu „Kazik” odeszli doświadczeni nauczyciele, długoletni pracownicy szkoły, nauczyciele przedmiotów maturalnych: w proteście przeciwko dyrekcji szkoły. Konflikt trwał wiele lat. Starostwo kolejny raz nie podejmuje odpowiednich kroków”.

Pozostawię teraz Czytelników wyłącznie z wypowiedziami pedagogów i uczniów, nie będę opatrywał ich komentarzem.

Najpierw oddam głos nauczycielom.

– Konflikt wśród nauczycieli dotyczy podejścia kadry do ucznia i tym samym pracy – ocenia jedna z nauczycielek „Kazika”. – Nie gra tu roli wiek, czy staż, lecz zaangażowanie. Jedna z nauczycielek przynosiła co dwa, trzy tygodnie zwolnienia i nowej nie można było zatrudnić. Tak więc klasy przez nią nauczane praktycznie cały czas miały zastępstwa, a często lekcje były odwoływane. Dopóki nie zmieni się sytuacja kadrowa i do pracy nie przyjdą osoby z zapałem, jak na przykład nauczyciele języków obcych, czy matematyki, nic się nie zmieni. Część nauczycieli po prostu odrabia pańszczyznę.

– Ja skupiam się na jak najlepszym wykonywaniu swojej pracy i raczej nie interesuję się wewnętrznymi konfliktami – trochę asekuracyjnie wypowiada się inna nauczycielka. – Lubię pracę w szkole, robię wszystko, aby jak najlepiej przygotować uczniów do matury i myślę, że moi podopieczni są zadowoleni

– Przecież pan jest również absolwentem tej szkoły i raczej powinien pan nam pomagać – uważa nauczyciel „Kazika”. – Oczywiście nie jest to idealna placówka i zdarzają się różne niedociągnięcia. Widzę, że przychodzi do nas mniej uczniów, lecz jeżeli taki nieprzychylny artykuł się ukaże, to już nikt do nas nie przyjdzie i to będzie koniec.

– Nasza koleżanka wprost mówiła, że ma wysoko postawionego męża i nic jej nie można zrobić – dodaje inna nauczycielka „Kazika”. – Rozumiem, że przychodzący do nas uczniowie prezentują różny poziom, jednak nie można równać w dół. Wynika to z tego, że przyjmujemy do szkoły niemal wszystkich, którzy się zgłoszą.

– W innych placówkach, np. w Pile, istnieje próg osiągnięć na egzaminie ośmioklasisty i nikt, kto tego progu nie osiągnie, nie zostanie przyjęty – stwierdziła inna nauczycielka. – A u nas przyjmujemy – jak przyznał sam dyrektor – wszystkich jak leci. Podyktowane jest to między innymi zachowaniem etatów dla nauczycieli, lecz niesie za sobą przyjmowanie uczniów ze słabymi wynikami. Poziom uczniów kończących VIII klasę jest mocno zróżnicowany, wielu uczniów nie nadąża z programem i ma zaległości.

– Dyrektor i organ prowadzący szkołę twierdzą, że ranking liceów ogólnokształcących, w którym – przypominam – nasza szkoła w 2019 roku plasowała się na 596 pozycji, a obecnie nie „załapała” się na listę 1000 placówek jest nieadekwatny i nie uwzględnia wielu czynników – uważa kolejna nauczycielka. – Dla nich liczą się wyłącznie wyniki egzaminów dojrzałości. Jest to niedomówienie. Owszem wyniki oscylują w granicach 98 procent, lecz poziom tych egzaminów jest niepokojący. Na poziomie podstawowym średnio najlepiej wypada j. angielski, bo to ponad 86 procent i matematyka (trochę ponad 68). Jednak j. polski 67 procent każe się zastanowić. Znacznie gorzej jest z poziomem rozszerzonym. J. polski 51%, biologia 38% i matematyczny dramat bo tylko 24%. Czyli oznacza to, że nasi absolwenci materiał z jednego z najważniejszych przedmiotów w liceum, czyli z j. polskiego opanowali tylko w połowie. Spośród czterech nauczycieli, którzy w tym roku opuszczają mury placówki, dwoje nie chciało się wypowiadać na temat powodów. Ich koledzy mówią natomiast o konflikcie z dyrektorem, są to jednak niepotwierdzone informacje. Kolejna nauczycielka odchodzi z powodów osobistych. Czwarta osoba to mężczyzna, który pełnił obowiązki nauczyciela wspomagającego i jego odejście jest wynikiem zmian organizacyjnych w szkole i redukcji etatów.

Oddajmy teraz głos młodzieży.

– Pracujących w „Kaziku” nauczycieli można podzielić na pięć kategorii – uważa tegoroczny maturzysta. – Pierwsza to ci, którzy na równi z nami przejmują się egzaminem dojrzałości, starają się nam pomóc i bardzo angażują się w pracę. Druga to posiadający wiedzę, lecz nieumiejący jej przekazać. Zachowują się specyficznie i z ich lekcji niewiele się wynosi. Kolejna to tacy, którzy bardzo dużo wiedzą, dobrze przekazują informacje uczniom, lecz nie sprawdzają się w roli wychowawców. Czwarta brak wiedzy nadrabia informacjami z Internetu i każe korzystać z podręcznika. Ostatnia grupa ma wszystko gdzieś i tylko czeka na dzwonek.

– Chodziłem do klasy humanistycznej – mówi inny absolwent „Kazika”. – Nauczycielka j. polskiego często była nieobecna. Dwa miesiące przed maturą wystawiła proponowane na koniec roku oceny niedostateczne połowie klasy i do końca roku się nie pojawiła. Miałem jedną ocenę niedostateczną i poprawiłem ją dopiero po krótkiej rozmowie z inną nauczycielką. Uważam, że szkoła źle mnie przygotowała do studiów, dlatego zrobię sobie rok przerwy, przerobię materiał we własnym zakresie i będę poprawiał maturę.

– Ja natomiast uczęszczałem do klasy matematyczno-fizycznej – opowiada inny maturzysta. – Większość nauczycieli zupełnie nas nie wspierała. Rozszerzenia, które tak naprawdę są podstawą podczas przyjęcia na studia, traktowano po macoszemu. To było równanie w dół. Każdy, kto chciał zdobyć większą wiedzę, musiał to czynić we własny zakresie, korzystając z korepetycji. Do tego dochodziły częste zmiany nauczycieli, co jeszcze pogłębiało chaos. – Wybrałam studia medyczne, więc biologia i chemia to były moje priorytety – dodaje tegoroczna maturzystka. – Przez dwa lata chodziłam na korepetycje, ponieważ nauczyciele, choć próbowali, niemal niczego nam nie przekazali. Czytali nam podręczniki i w czasie jednej lekcji przerabialiśmy po pięć tematów.

– Ja nie będę mówił o nauczycielach, ponieważ moi koledzy i koleżanka powiedzieli dość – stwierdził inny maturzysta. – Skupię się na dyrektorze. Jest to człowiek ewidentnie do zmiany. Dawno się wypalił. Miałem wrażenie, że zajmował się niemal wyłącznie wynoszeniem i wstawianiem ławek na korytarze, a jego funkcje przejęła wicedyrektorka. Temat ławek pojawiał się co jakiś czas. Znikały i wtedy dyrektor tłumaczył, że nie powinno ich być, ponieważ siedzimy podczas lekcji i na przerwach trzeba trochę postać. Pojawiały się na korytarzach, kiedy były drzwi otwarte w szkole lub kiedy miał przyjść z wizytą ktoś ważny. Dodam tylko, że gdybym miał  świadomość, co mnie spotka w „Kaziku” i mógł powtórnie wybrać, to zdecydowanie wybrałbym inną placówkę.

Miałem także okazję porozmawiać z uczniami klas pierwszych z „Kazika” oraz z ponad 20 absolwentami szkół podstawowych. Część z tych pierwszych jest zadowolonych z uczęszczania do „Aten Wałeckich”, część nie ma zdania, jednak znajdują się wśród nich również osoby – co szczególnie niepokoi – które poważnie myślą o zmianie szkoły. Natomiast wśród absolwentów klas VIII, z którymi rozmawiałem, tylko jeden wybierał się do „Budowlanki”. Inni preferowali szkoły w Pile, Kaliszu czy w innych miastach. Na moje pytanie o „Kazika”, padło również pytanie: „a tam ktoś się jeszcze uczy?”

Poziom wałeckiego „Kazika” określa jeszcze jeden wskaźnik. Każdy kończący szkołę podstawową uczeń może uzyskać za świadectwo i egzamin ośmioklasisty maksymalnie 200 punktów. Szkoły średnie określają próg punktowy, jaki należy uzyskać, aby dostać się do danej placówki. W szkołach pilskich do klasy humanistycznej przyjmowani są ci z minimum 100 punktami, w „Kaziku” ten próg to 83. Aby dostać się do klasy matematyczno-fizycznej w Pile, należy pochwalić się co najmniej 143,65 punktami. W Atenach Wałeckich do takiej klasy przyjmują wszystkich, którzy się zgłoszą.

Na koniec opinie z Internetu na temat wałeckiego LO nr I. Ocena wystawiona przez internautów (po opiniach widać, że wśród nich są uczniowie) to 2,8 na maksymalnie 5. Z ogólnej liczby 79 opinii 41 to zdecydowanie negatywne, tylko 38 to opinie dobre i bardzo dobre.

Kilka wybranych:

– „Marnowanie czasu na głupoty. – Szkoła w żaden sposób nie przygotowuje do dorosłości. Uczyliśmy się tam tylko bzdur. Ciągle wmawia się nam, jak to ta szkoła jest lepsza od innych. Kłamstwo. Jest gorsza nawet i to jak na polskie standardy”.

– „Chyba czas na zmiany …. głównie kadrowe”.

– „Dwie gwiazdki za przygotowanie do dorosłości. W końcu nic bardziej w życiu mnie nie rozczaruje”.

Oczywiście poprosiłem o wypowiedź zainteresowane strony. Dyrektor „Kazika” Waldemar Rogulski nie chciał komentować sytuacji, natomiast starosta Bogdan Wankiewicz i odpowiedzialna za oświatę w powiecie wicestarosta Jolanta Wegner wypowiadają się w wywiadzie, którego udzielili korespondencyjnie. Co ważne, proces przekonywania przedstawicieli Zarządu Powiatu do rozmowy na temat sytuacji w „Kaziku” trwał kilka tygodni.

Piotr Szypura

Nazwiska uczniów i nauczycieli, którzy wypowiadają się w artykule, są znane redakcji.

Zobacz również

1 KOMENTARZ

  1. Świetny i niestety prawdziwy tekst, gratuluję Piotrze ! Gdzie jesteście następcy profesorów Pacygi, Mirowicza, Maciejewskiego, Tuderka, Bąka, Bolka Austyniaka i wielu, wielu innych “belfrów”, którzy sprawiali , że kiedyś absolwenci “Aten Wałeckich” byli z otwartymi ramionami witani w poznańskich Uczelniach ??? Wstydźcie się nauczyciele z Kazika, to wstyd że młodzież ucieka do innych miast, wielu w was nie nadaje się do pięknego nauczycielskiego zawodu, przemyślcie, czy nie robicie krzywdy wałeckiej młodzieży !

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Popularne