sobota, 18 maja
Strona głównaAktualnościOptymistycznie patrzę w przyszłość

Optymistycznie patrzę w przyszłość

O wynikach wyborów samorządowych swojego komitetu oraz pozostałych ugrupowań startujących w elekcji, ewentualnych powyborczych koalicjach w Radzie Powiatu oraz o planach na przyszłą kadencję – jeżeli ponownie zostanie starostą – z Bogdanem Wankiewiczem rozmawia Piotr Szypura.

Pan i Pańskie ugrupowanie zdobyło 8 mandatów, jednak jednej „szabli” zabrakło do większości. Pozostał niedosyt?

– Od początku zdawałem sobie sprawę, że trudno będzie osiągnąć samodzielną większość. Jednak byliśmy bardzo blisko. Dokonaliśmy zamieszania w głowach osób, które nam źle życzyły. Choćby internetowych hejterów i całej plejady zajadłych, zachowujących się irracjonalnie rywali. Chcę im wszystkim powiedzieć krótko: spokojnie, będziemy dalej dobrze zarządzać powiatem. Nawet jeszcze lepiej niż do tej pory, ponieważ nikt nam nie będzie przeszkadzał.

Uzyskał Pan rekordowy wynik. Czym Pan przekonał do siebie wyborców?

– Przekonałem ich swoją pracą, której efekty widać gołym okiem. Jestem w samorządzie już 25 lat i przez te wszystkie lata bardzo ciężko pracowałem. Zawsze skupiałem się na ludziach i potrafiłem ich wysłuchać. Ponadto starałem się wykonywać wszelkie zadania służące obywatelom. Pod tym kątem również się kształciłem i choć niektórzy to kwestionują, życzę im wiedzy, którą posiadam. W większości występowałem w swoich własnych komitetach i one wygrywały. Jednak zawsze byłem przypisany do określonej partii. Czy to do Unii Wolności, czy – jak ostatnio -do Platformy Obywatelskiej. Jeżeli się wystartuje z poparciem mocnej partii, zawsze będzie to bonus.

Komitet Prawa i Sprawiedliwości zwiększył swój stan posiadania w Radzie Powiatu z 2 do 4 mandatów. Jak Pan ocenia ich kampanię?

– Zawsze uważałem, że wyborców PiS-u nie wolno lekceważyć. Są to osoby posiadające swoje przekonania, które trzeba szanować i oni – może poza nielicznymi wyjątkami – zawsze będą głosować na swoją partię. W tych wyborach komitet PiS-u mądrze przydzielił swoich kandydatów na poszczególne okręgi i dlatego uzyskali niezły wynik. Myślę, że wybrani z tego ugrupowania nowi radni okażą się wartościowymi partnerami do współpracy dla dobra regionu. Uważam, że będziemy mogli się dogadać, aby wspólnie pracować na rzecz rozwoju powiatu.

Wspólny Wałcz zachował dwie „szable”. Jak widzi Pan współpracę z tym ugrupowaniem?

–  Jeżeli chodzi o to ugrupowanie, myślę, że nic się specjalnie nie zmieni. Zawsze będzie się przebijał żal Janusza Różańskiego, że nie jest starostą. Ponadto osoba, która do niego dołączyła, pokazała w swojej dotychczasowej działalności, że raczej  nie będzie gotowa do merytorycznych rozmów. Będą najczęściej kwestionować nasze założenia. Liczę jednak, że dojrzałość polityczna Janusza Różańskiego spowoduje, że częściej będzie szukał porozumienia niż konfrontacji.

Pomimo trzech mandatów największymi przegranymi tej elekcji jest ekipa „Niezależnych”. Co według Pana sprawiło, że liderzy i przygarnięty na ich listy Roman Wiśniewski nie uzyskali poparcia?

–  Działacze tego ugrupowania popełnili kilka bardzo poważnych błędów. Nie potrafili merytorycznie dyskutować, skupiali się na inwektywach. To spowodowało, że uzyskali słabszy wynik. Przecież „Niezależni” będąc 9,5 roku w koalicji mogli wypracować taki model współpracy, który byłby do przyjęcia dla obu stron. Nic nie stało na przeszkodzie, aby ta współpraca dalej trwała. W tym przypadku potwierdziła się pewna reguła. Moje koleżanki i koledzy, którzy pełnili funkcje wicestarostów, już w drugiej kadencji stwierdzali, że mogą mnie zastąpić i robili wszystko, aby właśnie tak się stało. A ja robiłem swoje… Ludzie to doceniają.

Czy błędem „Niezależnych” było wpuszczenie na swoje listy Romana Wiśniewskiego? Miał być dostarczycielem głosów, a okazał się kulą u nogi.

– Powiem krótko. Przyjęcie tego pana na swoje listy był gwoździem do… Pewnie pan redaktor się domyśla do czego.

Obecnie jesteście na etapie rozmów koalicyjnych. Z jakim skutkiem się toczą i czy są już jakieś, choćby wstępne, ustalenia?

– Inauguracyjna sesja odbędzie się na początku maja, lecz już rozpoczęliśmy rozmowy z ewentualnymi koalicjantami. Jestem otwarty na wszelkie propozycje. Jeżeli będą to rozmowy merytoryczne, związane z funkcjonowaniem samorządu i realizacją takich zadań, które będą z korzyścią dla mieszkańców powiatu, jestem do dyspozycji.

Jakie argumenty Pan przedstawia lub zamierza przedstawić ewentualnym koalicjantom, aby zdecydowali się na ścisłą współpracę?

–  Jestem otwarty do rozmów, których celem będzie realizacja zadań dla mieszkańców powiatu. Jeżeli nasze cele będą wspólne, na pewno się dogadamy. Wprawdzie nie jesteśmy wszystkiego pewni do końca, dlatego prowadzimy rozmowy, dyskutujemy i wybieramy najlepsze możliwości.

Czy znane są już jakieś personalia i czy pewne osoby są już przypisane do określonych funkcji?                                                                                                                     

– W Radzie Powiatu jest prezydium składające się z przewodniczącego i dwóch jego zastępców. Chcemy, aby wygrywające ugrupowanie miało szefa, a radni z innych ugrupowań byli jego zastępcami. Podobnie w komisjach. Jeżeli chodzi o Zarząd Powiatu, bonus w postaci przewodniczącego jest dla zwycięzców, a wice i członek Zarządu dla pozostałych. Można nawet zwiększyć liczebność Zarządu, lecz najbardziej optymalna liczba to trzy. O personaliach będziemy mówić w momencie wyklarowania się sytuacji.

Jakie ma Pan plany na najbliższą przyszłość, jeśli oczywiście zostanie Pan starostą?

– Jeżeli zostanę starostą, będziemy realizować wszystko to, co jest już rozpoczęte. Inwestycji, które się toczą, mamy na kilkanaście milionów. Jest więc co robić. Istnieje również wizja przyszłości. Przede wszystkim należy poprawić w powiecie infrastrukturę drogową. Naprawiać i budować jak najwięcej dróg. Nie jest to oczywiście proste, ponieważ musimy znaleźć środki zewnętrzne na pokrycie co najmniej w 80 procent  kosztów każdej inwestycji. Chcemy rozbudować i rozszerzać działalność ZAZ-u, w oświacie planujemy poszerzenie bazy sportowej przy LO nr 1, dokończyć placówkę opiekuńczo-wychowawczą oraz stworzyć pięć rodzinnych domów dziecka. Za chwilę zadaszymy lodowisko. Na prawie 8 milionów podpisaliśmy umowę na współpracę transgraniczną. Zadań jest bardzo dużo, lecz to oczywiście nie wszystko. Wiemy jak zdobywać środki, mamy wspaniały zespół ludzi do pozyskiwania pieniędzy i wiemy jak je wykorzystać dla dobra mieszkańców.

Patrzy Pan w przyszłość optymistycznie i wierzy, że wszystko się poukłada?

– Zdecydowanie tak. Wierzę w ludzi, którzy chcą coś zrobić. Nie tkwić w miejscu i wegetować, lecz działać. Jestem człowiekiem czynu, nie znoszę pustki. Muszę pracować i cały czas coś tworzyć. To sens mojego życia.

Dziękuję za rozmowę.

                                        

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
Zobacz również

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Popularne